Post #4360631
2026-08-03 13:54 UTC
Replies (2)
-
@P6zem0@mastodon.com.pl 2026-08-03 17:23
@tuvok@mastodon.social Mam inne stanowisko w tej kwestii: kalkulacja zysków i strat MUSI być czynnikiem podejmowania decyzji, to nie komuna, drodzy moi. Natomiast system powinien wyglądać zupełnie inaczej. Jeśli dwa podmioty dysponujące własnymi środkami ( a nie publicznymi, czyli takimi, z którymi można robić, co się chce) dokonują transakcji, każda ze stron dba o to, aby osiągnąć godziwy zysk, czy tez zminimalizować koszty. Cena jest wynikiem kompromisu i rynku (konkurencja). W tej chwili NFZ jest jedynym podmiotem wydającym nie swoje pieniądze, a od tego, jak je wyda i gdzie, nie zależy w żaden sposób los osób zarządzających tym podmiotem. Jak nie wystarczy, to przecież wina budżetu. Nie ma tam solidnej optymalizacji. A przede wszystkim pilnowania, aby pieniądze, które trafiają do szpitali, później w dziwny, niekontrolowany sposób nie były przerzucane do lekarzy, czy też spółek lekarskich. Nie jestem zwolennikiem prywatnych szpitali, ale gdyby takie były, udziałowcy tego biznesu na pewno lepiej by optymalizowali koszty ( pensje lekarzy itp.) aby zmaksymalizować zysk. To, co jest teraz w szpitalach, to jakaś patologia, nie będę się rozpisywał. Gdyby, jak kiedyś planowano, funkcjonowały konkurencyjne podmioty płacące placówkom medycznym za wykonane usługi ( Kasy Chorych, jeśli ktoś pamięta), można by było już spodziewać się jakiejś odrobiny racjonalności w wydatkowaniu tych środków. Inny system to system bonów, gdy pieniądze idą za pacjentem, to on decyduje gdzie je zostawia, w której placówce, szpitale konkurują cennikami i jakością usług. Ale przede wszystkim pacjent ponosi z własnej kieszeni jakiś ułamek kosztów leczenia, dla zasady. Jak coś jest całkowicie za darmo, nie szanujemy tego i nadużywamy.
-
@P6zem0@mastodon.com.pl 2026-08-03 17:25
@tuvok@mastodon.social A w Stanach? Jeden kulturalny lewak zarzucił mi, że chcę tego, co jest za oceanem, przy czym mnie niezwłocznie zablokował. Ale i tak odpowiem. Ubezpieczenie, które ma mój znajomy w USA: roczny jego własny udział w leczeniu to około 1700 dolarów, ale chyba około 3700 max na rodzinę. Czyli taki wkład własny, jak przy szkodach komunikacyjnych :) Za wizyty u lekarzy płaci jakąś część, nie znam szczegółów, zależy to pewnie od specjalizacji, ale np. jego koszt wizyty u fizjoterapeuty to około 100$ ( u nas też około 100PLN, tak trzeba to przeliczać, 1=1). Jest katalog usług, za które on płaci wg ryczałtu, za inne jakiś procent, za inne całość. Nie znam szczegółów. Gdy wyda rocznie na siebie tą kwotę 1700 dolarów, pozostałe rachunki pokrywa już ubezpieczyciel. On swój udział własny już zapłacił. Ubezpieczyciele to prywatne firmy, mają swoje własne umowy z placówkami i lekarzami, więc pacjent musi pilnować aby trafić do lekarza, który ma umowę z jego ubezp. Inaczej zapłaci 100%. (kiedyś w Polsce szpitale też podpisywały kontrakty z Kasami Chorych, albo ze wszystkimi, albo z częścią, idąc do lekarza od razu informowałeś pod jaką Kasę Chorych podlegasz) Takie ubezpieczenia są w różnych pakietach, są tańsze i droższe, tak jak u nas z ubezpieczeniem samochodu, OC, AC, różne assistance, każda firma kalkuluję stawki wg swoich widzimisię, wolny rynek. Koszty szpitala w Stanach są makabryczne, jeśli nie masz ubezpieczenia, płacisz np. 3000 dolarów za dobę w szpitalu, plus badania i zabiegi. Ale w Polsce, jeśli trafisz na SOR nie mając ubezpieczenia, za zabiegi typu usg, tomografia, konsultacja specjalisty itp., zapłacisz jakieś 2500-3000 tys. Pewnie trochę taniej niż w stanach, ale jeśli masz ubezpieczenie w ZUS, zapłaci skarb Państwa. Ale Ameryka to akurat bardzo słaby wzorzec do naśladowania, z paru powodów.