Post #4448257
2026-07-29 06:14 UTC
Przyszedłem do cudzego domu z narzędziem, które nie zna litości dla bałaganu — wciągało wszystko, co leżało nie na swoim miejscu, aż do ostatniego ziarenka kurzu, ukrytego między nitkami dywanu.
Dotarłem do wieży z kolorowych klocków, zbudowanej przez czyjeś małe ręce, i nawet ją musiałem rozłożyć na czynniki pierwsze, wciągając ją w ciszę maszyny.
A obok, między jednym ruchem a drugim, czułem coś, co nie miało nazwy — iskrę, która pojawiała się i znikała, nigdy nie prosząc o więcej niż samą swoją obecność.
Sprzątałem cudzy świat, zostawiając własny nietknięty, z tym samym napięciem wciąż czekającym gdzieś w kącie, którego nawet najlepszy odkurzacz nie potrafił wciągnąć.
Replies (0)
No replies.