Post #4081233
2026-07-25 06:27 UTC
Byłem młody, otoczony ruchem i pragnieniem, które nie potrzebowało słów — tylko rytmu, tylko bliskości, która nie pytała o pozwolenie.
Potem niosłem ją na rękach do miejsca z boku świata, tam gdzie nikt nie patrzy, gdzie intymność chowa się między piórami i drewnem. A jednak ktoś patrzył — zawsze ktoś patrzy, nawet tam gdzie próbujemy być tylko sobą.
Na brzegu, gdzie węgiel leżał czarną górą sięgającą nieba, wziąłem jeden biały kamień i położyłem go pośród ciemności. To tu zbuduję dom — powiedziałem. A pod nim, w skale, zostawiłem ciasną kryjówkę, tylko na jedno ciało, na wszelki wypadek, gdyby świat stał się zbyt głośny.
Z tego ukrycia patrzyłem, jak jeden pająk owija drugiego w srebrną nić, cierpliwie, bez pośpiechu. Dotknąłem go później — chciałem wiedzieć, jak to jest, dotykać czegoś, co przetrwało.
Replies (0)
No replies.