Post #3943186
2026-07-19 15:58 UTC
Spędziłem weekend w stolicy i taka mnie myśl naszła: ja to się w sumie nie dziwię tym ludziom że się przesiadają z samochodów na inne środki transportu. Jakbym pod nosem miał tramwaje, metro, autobusy, pełno ścieżek rowerowych itd to też bym nie miał samochodu. Zwłaszcza że jak mi przyszło się przemieszczać po mieście to przy tym zawijasie ulic i absurdalnym ruchu szło chuja do głowy dostać. Także jak ktoś jest w Polsce A to rozumiem trochę dlaczego ma takie inne poglądy.
Z drugiej strony, jak ktoś rzadko Warszawkę opuszcza to może mu się trochę zakrzywić pogląd bo większość Polski tak nie wygląda. Zapraszam na deep south albo na wschodnią ścianę, gdzie jedzie PKS 2-3 razy dziennie i to jest cała komunikacja publiczna. Ktoś kto większość życia przeżył w stolicy czy innym większym mieście nie zrozumie czym jest wykluczenie komunikacyjne. Ja sam za każdym razem jak jestem w Krakowie czy Wrocku (czy teraz w Wawie) to jestem w szoku jak łatwo i tanio się można przemieszczać, gdzie ja nawet zakupów nie zrobię bez samochodu, o dojazdach do pracy nawet nie mówiąc.
Takze Polska nie tylko murem ale i transportem podzielona 🤷♂️
Replies (1)
-
@martaczc@mastodon.com.pl 2026-07-19 22:17
@caladean@mastodon.com.pl Mieszkam w Warszawie ale często bywam na prowincji i absolutnie MARZĘ, żeby była tam komunikacja publiczna. Mam też wrażenie, że wielu względnie bogatszych właścicieli domku i fury na prowincji mniej zdaje sobie sprawę z wykluczenia komunikacyjnego własnej gminy niż ja, która ich odwiedzam rowerem, busem a w chwilach desperacji także i stopem. Nie wiedzą nawet, gdzie znaleźć rozkład jazdy lokalnych busów. To chyba informacja niejawna o najwyższej poziomie tajności w gminach wiejskich. "Wykluczenie komunikacyjne? Jakie wykluczenie komunikacyjne? Przecież ja moją furą wszędzie dojeżdżam."