Post #602905
2026-03-01 10:58 UTC
#nowlistening #terazSlucham
to chyba będą najczęstsze moje hasztagi.
DM mnie wzięli z zaskoczenia (podobnie jak kilka innych zespołów ostatnio, np Dream Theater albo Moonspell) - przypadkiem jutub podrzucił mi kawałek koncertu z Meksyku i weszło mi to w głowę niemal z biegu niesamowicie.
Depeszem byłem za smarkacza, potem mi całkiem przeszło, dość szybko przepoczwarzyłem się w metala, po "Ultra" to już zupełnie nie było punktów zaczepienia. "Playing the angel", choć bardzo dobra, gdzieś mnie minęła, kolejne albumy odbierałem jako zapchajdziury i męczybuły, aż tu nagle, po latach, trafiła się TA koncertówka. "M. Live in Mexico". No wspaniały jest to album, wstrzyknął mi się do mózgu na tyle, że aż polubiłem "Memento Mori", choć wcześniej wydawał mi się co najwyżej taki se.
I tak to się teraz ciągnie od jakiegoś czasu - mam już dość, ale nie mogę przestać. "Precious", "Ghosts again", "Enjoy the silence" z transowym rozwinięciem to chyba najczęściej lecące u mnie kawałki ostatnich kilku miesięcy. Jak nie w audio, to z wizją, tak czy siak porywające.
Można by filozoficznie rozkminiać jaki był wpływ śmierci Fletchera na kreatywność Gahana i Gore'a, można by się zastanawiać jak poczucie straty przetworzyli w chęć działania - pytanie tylko, czy takie pytania mają sens, gdy jest się tylko odległym, anonimowym konsumentem ich muzyki? Sam nie wiem, ale cieszy mnie, że "Memento Mori" nie musi być tylko odezwą, by się nakryć prześcieradłem i czekać na nieunikniony koniec, może być też iskierką, która zapala w głowie myśl, że przecież zanim wszystko się skończy, można jeszcze zdążyć zrobić coś naprawdę dobrego.
#DepecheMode #muzyka #rock
https://www.youtube.com/watch?v=nqlH7B7MxI4
Replies (0)
No replies.