Elektrine lite

← Feed

@Helmut@101010.pl

Post #435158

2026-02-23 11:12 UTC

Mogłoby się wydawać, że jestem pogodzony z przemijalnością doczesnej powłoki. Nawet kuszącym wydaje się być stan niebytu. Czegóż może brakować trupowi? Łatwo się godzę z tym, że większości rzeczy, które chciałem zrobić, już nie zrobię, nie zobaczę, nie posłucham itd. A jednak, kiedy trafiam na nowe literackie wszechświaty, ogarnia mnie rozpacz/panika/rezygnacja bo wiem, że nie mam już za wiele czasu. Tym razem przypadkiem trafiłem na Pynchona (genialna księgarnia w Nowym Teatrze w Warszawie, z której nie potrafię wyjść z pustymi rękami!), a ten człowiek ma gest. "Tęcza grawitacji" to 800 stron drobnego druku i prozy gęstej jak poezja. Każde zdanie wymaga namysłu, skupienia, uwagi. Czuję, że czeka mnie rok pod znakiem Pynchona, chyba że zmęczy mnie jak "Ulisses" Joyce'a czy "W poszukiwaniu straconego czasu" Prousta. Po tamtych potrzebowałem kilku lat oddechu, zanim sięgnąłem po kolejne ich dzieła. Choć książka trafiła do mnie z zupełnie innego klucza, to wpisała się w mój cykl brytyjski, który ciągnie się za mną od dłuższego czasu. Staram się poznawać kulturę miejsc, do których jeżdżę, a tak się w życiu złożyło, że lubię spędzać wakacje w zimnych krajach i najczęściej jest to właśnie UK. No nic... znikam w cuchnących zakamarkach wojennego Londynu. Zobaczymy co z tego wyniknie.

Replies (0)

No replies.